HUNCWOT SIĘ BAWI - dziennik szkolenia:  
Dziennik szkolenia
 
 

ZAPISKI 29.11.2007 - 3.12.2007:

29.11.2007r.

8.00 mniej więcej - piski pod drzwiami oznaczają, że rodzice wyjechali a Basza już po spacerze, teraz stoi pod pokojem i nalega żeby ją wpuścić do środka. Nie ma mowy kochana, ja jeszcze śpię.

10.00 – wstaję, wstaję… Wypuściłam Baszę do ogrodu, a sama zajęłam się kawą.

11.15 – ok. Idziemy. Dzisiaj zaplanowałyśmy tropienie. Przygotowałyśmy już wszystko, gdy okazało się, że nasze deseczki do oznaczania na ślad są zamknięte na klucz w domku letniskowym. Mimo wszystko jestem konsekwentna, zabrałam dwie skarpetki i ruszyłam na zaśnieżoną łąkę.
Ślad. Proste 200metrów; 60 kroków; 90kroków; 40kroków. Załamania: kąt prosty, kąt rozwarty, kąt ostry. Dwa przedmioty - skarpetki. Bez zmian podłoża.
Z tymi prostymi to lekka przesada. W związku z tym, że na śniegu było idealnie widać jak szłam, ślad wyglądał nieco… nietrzeźwo. (foto)

Jak Basza się na nim spisała? I tu zaskakująca odpowiedz. Rewelacyjnie.

Od początku była skupiona bardzo ładnie, mimo że w międzyczasie nadjechali moi rodzice i myślałam, że Basza pobiegnie do nich przywitać się zamiast węszyć. Pierwsza prosta: łapa w kalosz, czyli dokładnie po moich śladach. Nie mogłam w to uwierzyć. Na zdjęciu widać, że nawet linka jest ułożona równo na śladzie.

Pierwszy zakręt super, kolejna prosta dalej krok w krok jak ślad, pierwszy przedmiot (skarpetka) ładnie, ale wzięła w pysk. Kolejna prosta i kolejne sukcesy do końca.

Szok.

Na końcu śladu był kopczyk ze śniegu, w nim schowałam piłkę na sznurku a na wierzchu ułożyłam smakołyki. Basza zjadła smakołyki i zawarowała, czekając aż wyciągnę piłkę z kopczyka. Dalej była już zabawa piłką na sznurku i aportowanie.

Kiedyś zaniepokojona nadchodzącą zimą napisałam do Marii Kuncewicz (autorytet szkoleniowy, szczególnie w temacie tropienia użytkowego, jak również sportowego), że smutno jak zaczyna pojawiać się śnieg i trzeba przerwać zabawę w tropienie do czasu, aż nadejdzie wiosna. Na co Maria odpowiedziała, że śnieg nie przeszkadza w tropieniu, a nam przewodnikom ułatwia wręcz naukę psa, bo widzimy nasz ślad i błędy psa związane ze schodzeniem ze śladu. Podstawowa zmiana polega na lepszym unoszeniu cząsteczek z zapachem na śniegu ze względu na dużą wilgotność.

Jedyne co ja dzisiaj widziałam, to że mimo śladu o krzywych "prostych" Basza poszła idealnie. To dla nas duże wzmocnienie pozytywne.

Przy okazji chciałabym bardzo podziękować Marii za rady i wsparcie. Postaram się również wydłużać czas śladu, czyli powtarzać go zgodnie z zaleceniem.

03.12.2008 r.


Czas świąteczny i między świąteczny Basza spędziła z całą rodziną, co było dla niej największą radością. Codziennie wspólnie chodziliśmy na 2 godzinne spacery po okolicznych lasach i łąkach. Wieczorami biegałyśmy, a jak księżyc świecił mocniej troszkę ćwiczyłyśmy na łące przed domem.

Od wczoraj Basza dostaje posiłki zgodnie z zasadą „spalonej miski”, czyli na każdą kulkę karmy musi zasłużyć i dostaje ją w formie nagrody. W związku z tym nie odstępuje mnie na krok. Dalej bawimy się w aportowanie piłki, przeciąganie i wykonywanie podstawowych ćwiczeń. Lepiej niż zwykle wychodzi chodzenie przy nodze, reszta… niekoniecznie.
Mimo to dużo spacerujemy i podtrzymujemy kondycję.