Po długim weekendzie i wizycie u Kasi, Jacka,
Hektora i Very u podnóża Ślęży wracam zmęczona,
ale zadowolona. Kasia zajmuje się teraz jazdą
konną i trenowaniem swojego konia Sagi, a między
kopytami końskimi nie biega jej dzielny Hovawart
Hektor, tylko Jack Russell Teriery. Rewelacja!
Zdjęcia koni i tych małych szkrabów są rewelacyjne.
Basza po moim powrocie chętnie wróciła do ćwiczeń.
Dalej nadmiar energii nieco doskwiera w wypracowywaniu
dokładności, ale mimo wszystko bawimy się w najlepsze.
Spadł śnieg. Bieganie za piłą i sznurkiem przerywane
jest na szybką konsumpcje śniegowych kulek. Basza
uwielbia śnieg, dlatego szkolenie zimą sprawia
nam wielką frajdę, często nagroda w postaci kulki
ląduje w zadowolonym pysku.
Dzisiaj ćwiczyłyśmy ze sznurkiem do przeciągania,
a właściwie z dwoma.
Na komendę Puść, puszczała i dostawała od razu
do pyska w nagrodę drugi sznur. Poganiała też
za kulkami śniegu.
Najładniejszym ćwiczeniem jakie zrobiła podczas
porannej sesji było przywołanie z warowaniem.
Zostawiłam Baszę na waruj-zostań, odeszłam na
30 kroków. Pokazałam jej zabawkę i dałam komendę
Do mnie! Basza wystrzeliła jak strzała. Mniej
więcej w połowie odległości dałam jej komendę
Waruj. Nagle pojawiła się zasłona śniegowa, białe
kłęby uniosły się ku niebu, a jak opadły ukazały
czarną sukę warującą i nerwowo czekającą na kolejną
komendę. Niesamowity widok. Przywołałam ją zatem
i zaczęłyśmy przeciągać się sznurem.
Wieczorem, przy zachodzącym słońcu miałyśmy kolejny
udany spacerowy wypad. Pstryknęłam Baszy kilka
fotek na śniegu, pobawiłyśmy się sznurami itp.
Za co warto Baszę pochwalić na tym spacerku?
Za trzy piękne sesje chodzenia przy nodze, za
cierpliwe pozowanie do zdjęć jak aparat nam zamarzł
i za dzielne trzymanie sznura podczas lotu na
nim.
Świetnie się dzisiaj wspólnie bawiłyśmy. |