 |
 |
HUNCWOT SIĘ BAWI - dziennik
szkolenia: |
|
|
 |
 |
 |
| |
| |
|
 |
ZAPISKI 27.09.2007 - 26.10.2007:
|
 |
| 27.09.2007 r. |
To był wyjątkowo udany szkoleniowo dzień.
7.30 - przygotowałam kilka smakołyków, odkopałam
z kanciapy drewienka do tropienia, linkę, szelki,
koziołek - aport drewniany - i sznur do przeciągania.
Kilka minut później zamknięty w domu pies pojękiwał
cicho, a ja już rozkładałam ślad. Po półrocznej
przerwie ślad z założenia miał być łatwy i przyjemny,
żeby odświeżyć pamięć. Niestety, wiał bardzo silny
wiatr, a skoszona łąka nie była odpowiednim terenem.
6 przedmiotów, 4 proste po 80-200 kroków i jeden
ogromny łuk na 100 kroków. Obawiałam się,
że po tak długiej przerwie z tropienia nic nie
wyjdzie.
8.20 - chwila ćwiczeń przed wejściem na ślad.
Rozłożyłam kilka przedmiotów w odległości ok. 2m
przed każdym ćwicząc warowanie. Poszło szybko
i przyjemnie, Basza już przy pierwszym przedmiocie
zawarowała zaraz po komendzie. Poszłyśmy na ślad.
Pierwsza prosta potwierdziła moje obawy, wiatr
wiał zbyt mocno i Baszę często znosiło. Ale przy
zmianie podłoża po połowie pierwszej prostej przyłożyła
się do roboty. Pierwszy zakręt 90 st. przyszedł
z łatwizną. Przedmioty oznaczała nareszcie całkiem
przyzwoicie, przy kilku potrzebowała jeszcze komendy,
ale dwa udało się bez ingerencji. Łuk wyszedł
kiepsko, a przynajmniej tak mi się wydaje, bo
nie miałam go idealnie zaznaczonego.
Cały ślad wypadł całkiem ładnie. Musimy dopracować
precyzję chodzenia po tropie, bo przy takim wietrze
pojawiają się problemy. Oznaczanie, dzięki zeszłorocznym
radom Marii Kuncewicz, wygląda coraz lepiej.
Po śladzie przećwiczyłyśmy "szukanie i aportowanie
zguby własnej". Kilka kroków przy nodze, gdzieś
po drodze gubię zabawkę i po 50 krokach wysyłam
psa powrotną drogą. Pierwsza próba - kiepsko.
Basza pobiegła aż na początek naszej trasy i dopiero
wracając tą samą drogą, którą szłyśmy, znalazła
zabawkę, ale oczywiście przybiegła do mnie radosnie.
Później szalona zabawa w przeciąganie. Kolejna
próba - już lepiej, wiadomo, że trzeba wrócić
po zabawkę i oddać ją. Tylko po co oddawać, jak
lepiej od razu przejść do zabawy?
Zakończyłyśmy poranne ćwiczenia powtórką z aportu.
Dalej mamy niewielki problem z wytrzymaniem
po wyrzuceniu aportu. Wraca z aportem radośnie,
ale siada nieco za daleko ode mnie. Mniej podgryza
- sukces! ;-)
16.30 - trzeba jeszcze trochę pobiegać. Zabieramy
piłkę na łąkę i ćwiczymy podstawy. Waruj, stój
(kroczek do przodu) - nie. Waruj, stój (kroczek
do przodu)- nie. Waruj, stój - tak! Piłka leci
na drugą stronę łąki a zadowolona suka z pasją
aportuje.
Udało się wypracować zniechęcony siad, stój
bez kroczków do przodu. Jeszcze sporo powtórzeń
przed nami, żeby to ugruntować. Mimo wszystko
ładna sesja.
Owocny szkoleniowo dzień. :) |
 |
| 2.10.2007r. |
| Dzień zaczął się raczej leniwie.
8.00 - szczekanie. Ok, już wstaję! Wypuściłam
Baszę do ogrodu. Zrobiłam kawę, spadł deszcz i jeszcze
bardziej mi się odechciało dzisiejszych spacerów
i ćwiczeń.
8.40 - jednak udało mi się pozbierać i wyszłyśmy
na krótką przechadzkę.
10.30 - wstąpiły we mnie nowe siły. Pokroiłam
mortadelę, trochę sera żółtego i karmy, wzięłam
aport i piłeczkę. Na łące wykonałyśmy kilka podstawowych
ćwiczeń. Basza miała w sobie zdecydowanie za dużo
energii by skupić się na konkretnej pracy, więc
zaczęłam od wybiegania jej. Kilkanaście długich
rzutów piłką i humor Baszy od razu się poprawił.
Ze staniem z warowania dalej jest problem, wprawdzie
podchodzi już tylko jedną przednią łapką, ale
i to trzeba wyeliminować. Siad z warowania dzisiaj
dosyć kiepsko. Basza wolała wykonać całą gamę
obrotów, szczęknięć, turlań itp. by dostać piłkę
bez wykonywania siadu.
Aport koziołka drewnianego - dalej nie wytrzymuje
na zostań, ale dzisiaj nawet tego nie wymagałam.
Pracowałyśmy nad noszeniem bez podgryzania aportu
i bliskim siadaniem przy oddaniu. Zdecydowanie
najładniej wychodzi wracanie do nogi po oddaniu
koziołka, z nadzieją na kolejny rzut.
Ćwiczyłyśmy też zostawanie i szybsze wracanie
z aportowaną piłeczką.
Mamy w planach poklikać dzisiaj jeszcze cień
psa. Jednym z ostatnich sukcesów przy cieniu jest
cofanie przy nodze bez siadania. Niestety podejrzewam,
że dalsze ćwiczenia odbędą się finalnie w domu.
Pogoda jest wyjątkowo deszczowa.
15.00 - rozpogodziło się! Bezdeszczowa pogoda
pozwoliła nam jeszcze dwa razy tego dnia na wyjście
na spacer i na ćwiczenia na łące. Standardowo
kilkanaście rzutów piłki za zmianę pozycji stój-waruj-siad
itp. Niestety Basza dalej czuła w sobie nadmiar
energii, bo już po 10 minutach po godzinnym bieganiu
za piłą zaczynała ponownie biegać po ogrodzie
i szukać "zaczepki" ;))
|
 |
| 3.10.2007r |
9.30 - pierwszy dzisiejszy spacer odbył się
dość późno. Po spacerze zaczęłyśmy ćwiczenia,
kilkanaście rzutów piłką w miedzyczasie zmiany
pozycji. Ćwiczyłyśmy też aport formalny drewnianego
koziołka w nagrodę był rzut piłkę. Niestety aport
koziołka stracił w ten sposób na dokładności:
dalsze siadanie z aportem, krzywe siadanie przy
nodze, za to szybsze wybieganie i wracanie z aportem.
13.20 - drugi spacer i ćwiczenia. Oprócz rzucania
piłki przećwiczyłyśmy tym razem komendy z marszu.
Pierwsza - waruj z marszu, wypadło zaskakująco
ładnie, dynamiczne warowanie, wytrzymała w pozycji
zostań. Powtórzyłam dwa razy i zakończyłam bardzo
zadowolona. Druga - stój z marszu, całkiem niezłe,
ale niestety Basza podeszła nieco po komendzie,
za to ładnie wytrzymała zostawanie. Powtórzyłam
jeszcze raz, było lepiej, mimo tego jutro jeszcze
powinnyśmy nad tym popracować. Trzecia - siad
z marszu, kompletna klapa! Basza nie wykonywała
siadu (stój w zamian) i doszłyśmy do początku,
czyli siad z moim zatrzymaniem. Kroczek po kroczu
coraz dalej. Nie wyszło najlepiej, jutro intensywniej
nad tym popracujemy.
15.30 - kolejne ćwiczenia. Niesamowity ogień
w tyłku ma ten pies od kilku dni. Nie da się jej
porządnie zmęczyć, chyba jutro musimy iść na rower.
Popołudniowe rzucanie piłki było głównie dla wybiegania
psa przed kolacją. Kilkanaście rzutów (przyznam,
że porobiły mi się już zakwasy na ręce, jej raczej
nie) i kilka małych komend. Przećwiczyłyśmy slalom
miedzy nogami, wybieganie na przód z warowaniem,
zostawanie ze zwolnieniem z komendy na wybiegnięcie
po piłkę, turlanie, kółeczka itp.
20.00 - Basza śpi, ale czuję, że chętnie by
jeszcze coś porobiła.
|
 |
| 25.10.2007r |
Kilka słów wstępu. Po prawie 3 tygodniowej
przerwie od ćwiczeń początki były kiepskie. Do
domu wróciłam 2 dni temu po wizycie w Warszawie,
gdzie asystowałam przy porodzie MS
Ti Animagus.
To było niesamowite przeżycie.
Wracając do pracy z psem miałam większy zapał,
co nie wystarczyło. Basza w tym czasie chodziła
na spacery z moimi rodzicami, a jak to powszechnie
wiadomo, ktoś psa przecież musi rozpieszczać.
Tym kimś u nas w domu są rodzice.
Smutno było patrzeć jak pies nie reaguje na
moje komendy. Musiałam gruntownie odbudować nasz
kontakt. Pierwsze dwa dni spędziłam więc na spacerkach
i rzucaniu piłeczki, do czasu kiedy wiedziałam,
że na pewno mi ją odda. Wymagałam od niej podstawowych
komend, na tyle by jej nie zniechęcić. Zawsze
kończyłam, gdy była najbardziej nakręcona.
Dopiero od dzisiaj mogę więc pisać o jakichkolwiek
postępach w nauce.
7.30 - poranny spacer z rodzicami - beze mnie!
Ja jeszcze śpię!
10.30 - nareszcie udało się pokroić kiełbaskę
i spokojnie wyjść na świeże powietrze. Na początku
przećwiczyłyśmy oznaczanie przedmiotów. Co 10m
drewniany przedmiot, przed przedmiotem warowanie,
nagroda itd. Po tym krótkim przypomnieniu poszłam
ułożyć ślad. Przećwiczyłam z Baszą kilka komend,
żeby ją skupić. Bardzo ładnie udało jej się pochodzić
przy nodze, ćwiczyłyśmy do mnie, noga, zmiany
pozycji, zakręty i zwroty przy nodze itp. Szybko
i krótko. I poszłyśmy na ślad
Ślad: 5 prostych długości 200-120-70-70-180,
4 załamania (2 pod kątem prostym i 2 ostre), 5 przedmiotów.
Wykonanie: pierwsza prosta bardzo ładnie. Zostawiłam
na niej kilka smaczków, czego nie lubię robić,
ale chciałam sprawdzić jak daleko schodzi ze śladu.
Schodzi ok. 0,5 m. Gdy znalazła te smaczki trzymała
się dalej śladu o wiele dokładniej. Pierwszy przedmiot
zaznaczyła ładnie, pierwsze załamanie - kąt ostry
- rewelacyjnie. Dalej już było gorzej. Druga prosta
w miarę, przedmiot też całkiem nieźle, trzecia
prosta - zaczęły się problemy. Wiatr zawiał mocniej,
oddaliła się od śladu, gdy na niego wróciła i
znalazła przedmiot nie chciała zawarować. Kąt
prosty zrobiła całkiem dobrze, ale kolejne zawahanie
pojawiło się przy ostatnim zakręcie. Ostatni przedmiot
oznaczyła już dosyć niechętnie.
Po wykonaniu śladu, za radą Marii Kuncewicz,
nie puściłam Baszy luzem. Wykonałyśmy kilka komend,
chodzenie przy nodze, waruj z marszu i zostawania
z przywołaniem. Później chwile się poszarpałyśmy
naszym najnowszym wynalazkiem i chwilę porzucałyśmy
piłkę.
W kwestii śladu jestem optymistką. Nie było
najgorzej, choć jeszcze wiele zostało do wypracowania.
Jeszcze więcej roboty czeka nas przy posłuszeństwie. |
 |
| 26.10.2007r |
| 14.00 - Zabrałam Baszę do Wrocławia, w planach
miałyśmy ćwiczenie w dużych rozproszeniach miasta,
wizytę na dworcu i w ośrodku szkolenia psów. Na
pierwszym spacerze w mieście Basza rozcięła łapę
na szkle w parku aportując patyki. Ponad 10 szwów,
prawie godzinny zabieg zszywania w narkozie. Odpoczywamy
więc przez kilka tygodni od ćwiczeń, żeby porządnie
zagoić łapkę. |
 |
| |
|
|
 |
|
| |
|
|
|